Archiwum kategorii 'larp'

16
lip
06

Akcja przy Blue Orange Disco Club

Część pierwsza. Pościg.

Szykując się do zdobyciu tych zdjęć, nie zdawałem sobie sprawy, że spowodują silne zawirowania w sytuacji politycznej. Cóż z tego, że nie miałem udziału w wypadku, jaki miał miejsce, zaś dzieciak został zabrany wraz z całą resztą w nieznanym kierunku.

Gnałem za pojazdami, jakie zebrały ocalałych. Wyjechali na główną i zjechali na obwodnicę miejską gdzie przeskoczyli na drogę do Barci. Przepuszczałem po 1, 2 auta przed siebie martwiąc się, co będzie, kiedy skojarzą, że jadę za nimi. Byli uzbrojeni.

Zatrzymali auta przy bocznym sklepie, skręcając za nimi odbiłem w bok w kierunku wsi i zatrzymałem się dosłownie 50 m dalej za zakrętem. Osłaniały mnie zwykłe w tych okolicach krzaczyska. Podszedłwszy bliżej starałem się posłuchać, o czym mówią.
Czuli się bezpiecznie. Dzieciak napaskudził, co spowodowało w jednym aucie przypływ dobrego humoru, w drugim wręcz przeciwnie.


Jechali aż do starej fabryki porcelany w Łubinach.  Nad jeziorem miał się znajdować „Blue Orange Disco Club”, niedaleko ośrodka wczasowego.

Kiedy ruszyli pognałem za nimi, co kilka kilometrów zmieniając odstępy, ukryty za zakrętami zapalałem i gasiłem światła, miałem bowiem nadzieję, iż to w jakiś sposób zmieni postrzeganie mego auta. Mijały kilometry, przejechaliśmy przez Majak, na 40 kilometrze dopadliśmy Kościanej Ścieżyny.

Tam wjechali na boczną, przejechawszy przez plac zawrócili. Crazy Ivan, więc mnie zauważyli. Czy przypuszczali, że jestem jakimś baranem, trzymającym się, ich w nadziei, że znają objazd na korki? Nie było, po co ryzykować. Zjechałem na stację benzynową. Zatankowałem, odczekałem 10 minut.

Część druga. Blue Orange Disco Club.

W Łubinach tubylcy skierowali mnie do BODC, czyli budynku z blachy falistej. Dalej miał znajdować się ośrodek wypoczynkowy. W stanie spoczynku jak mówili. Za wjazdem zostawiłem auto, widząc tu spacerujących tubylców liczyłem na łut szczęścia. Pomiędzy rozwalającymi się budynkami znalazłem poszukiwane auta.

Główny budynek stał w ruinie. Tfu, zapadał się. Centralne pomieszczenie zawaliło się i dach porastało teraz dzikie wino.


Przechadzając się wpadłem na jednego z uzbrojonych. Okrążywszy główny budynek ośrodka, wdrapałem się na komin stojący pośrodku kompleksu.


Usadowili się w budynku, pierwszym z ciągu stojącego szeregiem wzdłuż jeziora. Oddzielały nas drzewa, dzięki temu mnie nie widzieli. Zrobiłem wypad wzdłuż jeziora robiąc za wioskowego głupka. Obszedłem całość naokoło, zagadawszy z jednym z uzbrojonym ludzi. Wolałem nie ryzykować zdjęć z bliska. Wdrapałem się ponownie na dach kompleksu i czekałem.

Część trzecia. Ruch wśród drzew.


Na stacji jeszcze kupiłem wałówkę i teraz umilałem sobie czas. Po około godzinie od strony lasu zauważyłem niezwykły ruch. Pomiędzy drzewami tańczyły umundurowane postaci. Zwróceni raczej bokiem zbliżali się etapami w moim kierunku. Zamarłem z przerażenia. Mierzyli do mnie.


Podchodzili coraz bliżej, lecz jakby stracili zainteresowanie moją osobą. Przeszli do zawalonego kompleksu pode mną. Zszedłem na dół, chodziłem pomiędzy nimi, traktowany jak przelatująca mucha.


Do czegoś byłem im potrzebny. Czy raczej zdjęcia, które robiłem. Zdałem sobie sprawę, że w przypadku jeśli to co mają do zrobienia, pójdzie nie po ich myśli, ja, ani odbitki nie ujrzą światła dziennego.

Część czwarta. Przegrupowanie.

Sytuacja stawała się napięta. Zachodzili od strony jeziora, ja zaś potykałem się w trawie o ukrytych żołnierzy przechodząc w kierunku budynku strzeżonego przez uzbrojonych ludzi.


Ochrona słyszała przeczołgujących się w trawie ukrytych żołnierzy, co doprowadzało sytuację do wrzenia. W pewnym momencie wyszli naprzeciw. Może chcieli pertraktować.

Część piąta. Strzały.

Nie widziałem całego zdarzenia. Dość, że nagle rozległy się strzały, część uzbrojonych ludzi pozostała na zewnątrz, reszta broniła się zaciekle ukryta za drzewami. Co chwilę było słychać krzyki, na prawo ode mnie żołnierz wzywał medyka.


W krótkich odstępach czasu usłyszałem wybuchy dochodzące od budynku. Przez chwilę, ktoś z ochrony strzelał w moją stronę. Kanonada szybko jednak ustała.

Część szósta. Wnętrze.

Podszedłem za żołnierzami do budynku. Nadal nie zwracali na mnie uwagi. Cieszyło mnie to.


W środku dwie kobiety, każda w innym pomieszczeniu, jeden uzbrojony wsparty o ścianę, martwi. Dodatkowo ciała 3 czy 4 umundurowanych postaci. Naokoło reszta martwych z pośród uzbrojonych. Wszedłem jako jeden z pierwszych do budynku. Przegnała nas kanonada od tego wspartego o ścianę. Udało mi się uskoczyć, chłopaki szybko dokończyli resztę.

Ostrożnie weszli ponownie, przy ciele jednej z kobiet w podróżnej torbie był dzieciak cichy, ale ruszał się.

Część śódma. Wycofanie.

Nagle wokół mnie zrobiło się pusto. Żołnierze zabrali ciała swoich oraz dziecko. Pomagając rannym oddalili się wzdłuż brzegu jeziora.

Nie było na co czekać. Oddaliłem się i ja.

Część ósma. Zmiana.

Zdjęcia, choć poddawane pod atak krytycyzmu, były jednym z dowodów na przetrwanie dzieciaka. To narobiło naprawdę dużo szumu, zaogniło sytuację pomiędzy obiema stronami.

pozdrawiam,
elSajal




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.